Nieprzekupny gliniarz karateka – Ostatni sprawiedliwy

Jest w “Ojcu Chrzestnym” taka scena: młody Michael Corleone przychodzi na umówione spotkanie ze złym gliną Solozzem, który wcześniej chciał zabić don Vita. Po krótkiej rozmowie i przegryzieniu kilku kęsów niespecjalnie dobrego jedzenia wychodzi do kibla, gdzie rozgarniając dłońmi konstrukcje stalowe przeżartych rdzą rur dobywa broni. Wraca i sprzedaje wszystkim zebranym po dwie kulki. Harlan uwielbiał tę scenę od małego. Od czasu, kiedy pierwszy raz oglądał Ojca Chrzestnego. Po trosze identyfikował się z Michaelem. Z niepewnego chłopca, zrobił się z niego naprawdę sprawiedliwy gangster z zasadami. W tym mieście nie było już sprawiedliwych gangsterów. Gniją w więzieniach. Teraz to tylko same szumowiny. Portoryki, czarnuchy. Ostatnim sprawiedliwym był właśnie Rufus Cohen. Związany był z żydowską mafią, której działalność zapoczątkowana została jeszcze w czasach prohibicji. Rufus był ostatnim z tych wielkich. Zajmował się głównie przemytem broni z kanady do Meksyku i na Kubę. Zaszczepił na gruncie amerykańskim tradycję używania Uzi, którego schematy wyniósł mając 23 lata z kwatery głównej Mosadu w Jerozolimie. Wzniósł w nevadzie ogdzomne stalowe podziemne hale, gdzie produkowli tę legendarną broń. Rufus zbił kupę kasy, ale wielu, bardzo wielu książąt półświatka chciało jego śmierci. Tak to bywa – im więcej masz – tym większe jest prawdopodobieństwo, że marnie skończysz. Dobrze, że ja mam tylko mojego Cadillaca – pomyślał Harlan dojeżdżając do kostnicy – po co mi jakieś hale i broń.